Życiorys patrona Zespołu Szkól nr 4

w Kutnie – Azorach Zygmunta Balickiego na podstawie wspomnień córki

Zygmunta Balickiego - Heleny Balickiej.

 

     

Zygmunt Balicki urodził się 13 marca 1888 roku w Tomsku na Syberii, dokąd został zesłany jego ojciec, Tadeusz. W rodzinie tej już od wielu pokoleń szczególnie żywe były tradycje powstańcze. Pradziadek brał udział w walkach pod Samosierrą gdzie był ranny i stracił nogę. Dziadek Zygmunta, Seweryn Balicki, pełnił z polecenia Rządu Narodowego funkcje cywilne w czasie powstania styczniowego w 1863 roku. Urodzony na syberyjskim zesłaniu odziedziczył po ojcu zamiłowanie do inżynierii i do działalności rewolucyjnej.

         W 1895 r. przybył z rodzicami do Warszawy. Jest aktywnym członkiem PPS. Wyjeżdża do Szwajcarii, gdzie kończy gimnazjum realne w Bemie, a następnie wydział politechniki w Zurychu. W roku 1915 wraca do Warszawy, zostaje wykładowcą budowy mostów na Politechnice Warszawskiej i równocześnie pracuje jako inżynier miejski. W 1919 roku traci pracę na Politechnice Warszawskiej, wskutek obrony studentów - Żydów przed atakami antysemickimi. W tym samym roku przystępuje do pracy na kolei - początkowo pracuje w Dyrekcji Budowy Kolei Państwowych a następnie w Wydziale Dróg i Mostów Ministerstwa Komunikacji. Uczestniczy przy tym aktywnie w pracach Związku Zawodowego Kolejarzy oraz Związku Inżynierów Kolejowych.

          W roku 1932 zostaje przeniesiony do Dyrekcji Kolei na stanowisko kierownika laboratorium mechanicznego, a w 1934 roku jako niepewny politycznie zostaje przeniesiony na emeryturę. Miał wtedy 48 lat i był w pełni sił twórczych.

         W czasie okupacji hitlerowskiej (od października do czerwca 1940 r. kieruje budową zniszczonych osiedli warszawskich na Kole i Grochowie.

W czerwcu 1943 roku zostaje aresztowany przez Gestapo i osadzony najpierw w al. Szucha, a później na Pawiaku, gdzie spędza 2 miesiące doświadczając bestialstwa hitlerowskich oprawców. Następnie zostaje przewieziony do Oświęcimia i oznaczony numerem 138791. Jako więzień działa w międzynarodowej antyfaszystowskiej organizacji ruchu oporu, opracowuje szczegółowe plany obozu, które przesłane na zewnątrz, służą organizowaniu ucieczek. Wtrącony w tryby hitlerowskiej machiny odczłowieczania nigdy nie zatracił ludzkiej godności i prawości charakteru. Współtowarzysz Bloku 4-go Dawid Szmulewski, tak pisze o Zygmuncie Balickim w swoich wspomnieniach: „Na pozór niczym się nie odróżniał od swoich towarzyszy niedoli. Ten sam pasiak na wychudzonym ciele, te same znaki rozpoznawcze - jeden z numerów Bloku 4-go na odcinku D. Ludzie nie wytrzymywali fizycznie, łamali się i tracili wszelką nadzieję na jutro.

A jednak nie wszyscy poddali się tej doli, znaleźli się też i odporni.

Do najodporniejszych należał Zygmunt. Ten człowiek zawsze usłużny, przeżywający głęboko cudzą niedolę, uczulony na każdą niesprawiedliwość, znalazł w obozie dość siły i możliwości niesienia pomocy bliźniemu. Otrzymując od czasu do czasu skromną paczkę żywnościową z zewnątrz, mimo swego podeszłego wieku i fizycznego wyczerpania, od razu oddawał ją prawie w całości najbardziej wynędzniałym i najsłabszym współ obozowiczom bloku. Nie byli to jego dawni przyjaciele ani znajomi, którym chciałby pomóc. Często nie rozumiał ich mowy, nie znał ich przekonań, narodowości ani wiary jaką wyznawali. Wiedział tylko, że oni najbardziej potrzebują pomocy, nie mając żadnego oparcia na zewnątrz obozu, gdyż byli to przeważnie Grecy, Rosjanie, Węgrzy i Żydzi przygnani z okupowanych krajów Europy.

Przykład Zygmunta Balickiego coraz częściej znajdował naśladowców nie tylko w Bloku 4. Odradzała się godność ludzka, wzrastał opór, nasilała się solidarność międzynarodowa. Zygmunt urządził wieczór wigilijny w jednym z bloków śmierci. Po apelu wszyscy rozeszli się do swoich kojek. Wzrastało ogólne podniecenie, u wszystkich jakiś pełen oczekiwania nastrój - rodzinna atmosfera wśród Polaków, Rosjan, Żydów i Greków. Wpatrzeni są w małą choineczkę na piecu, przybraną watą a myśli ich lecą daleko, do swoich krajów ojczystych, do ukochanych rodzin, najbliższych przyjaciół, których może nigdy więcej nie zobaczą.

Łzy kręcą się w oczach i niejednemu spływają po zapadłych policzkach. Panuje głęboka cisza. Dreszcze przechodzą przez wynędzniałe ciała, serca biją w tej chwili silniej.

Tej samej nocy wigilijnej w Bloku 4-tym wykuwała się nowa wola walki o życie, odradzało się braterstwo ludzi skutych wspólną niedolą.

Do Warszawy powrócił l sierpnia 1945 roku w stanie krańcowego wyczerpania. Bardzo szybko przystępuje jednak do pracy a l stycznia 1946 roku obejmuje stanowisko wiceministra komunikacji i pełni tę funkcję przez okres 11 lat. Swą szeroką wiedzę i duże doświadczenie wykorzystuje kierując odbudową zniszczonej sieci i taboru kolejowego oraz licznych obiektów mostowych i zbiorników wodnych.

Umiera 10 sierpnia 1959 roku po ciężkiej chorobie i zostaje pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

17 kwietnia 1985r. po raz pierwszy wydano medal „sprawiedliwy między Narodami" Zygmuntowi i Jadwidze Balickim oraz ich córce Helenie, którzy na zlecenie Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Yad Yashem, narażając na niebezpieczeństwo swoje życie ratowali Żydów prześladowanych podczas okresu całopalenia w Europie. Przytoczony zestaw faktów z biografii inż. Zygmunta Balickiego nie oddaje w pełni jego postawy, zainteresowań i życiowych pasji. Był na przykład wielkim miłośnikiem gór i już podczas pobytu w Szwajcarii często wyruszał na wędrówki w Alpy. Kiedy pracował w Warszawie, lubił urządzać sobotnio-niedzielne eskapady w Tatry, z których wracał w poniedziałek, prosto do biura, opalony i szczęśliwy. Drugą jego pasją, której oddawał się z zamiłowaniem, było fotografowanie. Najchętniej fotografował góry, na wielu zdjęciach utrwalił też kolejne fazy powstawania wielkich budów, którymi kierował, lubił fotografować mosty. Cechowało go ogromne zaangażowanie w pracę zawodową. Był człowiekiem czynu, który na każdym odcinku swojej działalności przejawiał wielkie zdyscyplinowanie i sumienność, skromność i bezinteresowność.